wtorek, 19 kwietnia 2022

Kolęda LEOPOLD STAFF

 Nie­do­brze się dzie­je, nie­do­brze dzie­je w mgłach,

w dżdżach zimy!
Myśl mamy złą, mar­kot­ną, nie­mra­wą, stro­ska­ną,
Lecz dziś, gdy gwiazd­ka bły­sła, w głos zgod­nie nu­ci­my:
Oj, sia­no! Oj, sia­no!

Nie­do­brze jest, nie­do­brze! Brud, bło­to, ule­wa...
Pa­trzy­my, co się dzie­je, i w lęku tru­chle­jem,
Lecz upar­ta na­dzie­ja dziś w du­szy nam śpie­wa:
Be­tle­jem! Be­tle­jem!

Noc dzi­siaj się prze­si­la, noc naj­dłuż­sza w roku.
Może się też prze­si­li męka, co nas nęka?
Za­wo­dził co sił w płu­cach, z dzi­kim ogniem w oku:
Sta­jen­ka!!! Sta­jen­ka!!!

Wy­bacz, Dzie­ciąt­ko dro­gie, naj­mni­lej­sze z dzia­tek!
Grzesz­ni­śmy! Wszy­scy win­ni! Ale­śmy nie zwie­rze.
Du­szę To­bie od­da­jem jak mie­nia osta­tek,
Pa­ste­rze, pa­ste­rze!

Mę­dr­cy-ć przy­nie­śli mir­rę, zło­to i ka­dzi­dło,
A my od wil­ków gor­si? Nie da­myż nic To­bie?
Czy­li­śmy to pod­lej­si i gor­si niż by­dło:
Wół z osłem przy żło­bie?

Czy gor­si­śmy niż wszyst­kie po­ga­ny, cel­ni­ki,
Ju­dasz, fa­ry­ze­usze i jaw­no­grzesz­ni­ca?
Dzi­wię się, że Cię pro­szą za nami, grzesz­ni­ki,
Jó­zef i Dzie­wi­ca!

Po­każ no, Pa­nie Jezu, żeś Pan nad pa­na­mi!
Żeś dar­mo się nie ro­dził, żeś tu nie przy­błę­da!
Czy chce­my, czy nie chce­my, zrób po­rzą­dek z nami -
Ko­lę­da! Ko­lę­da!




Pastorałka JAN TWARDOWSKI

 Do­brze być ko­lęd­ni­kiem, lecz tyl­ko Tu­ro­niem,

ko­żuch ple­cy mu grze­je, gwiaz­da nad łbem pło­nie.

Do­brze być ko­lęd­ni­kiem, ale tyl­ko Kró­lem,
ma ko­ro­nę z po­złot­ki, oj­cow­ską ko­szu­lę.

Do­brze być ko­lęd­ni­kiem, lecz tyl­ko Anio­łem,
dźwi­gać skrzy­dła pu­cha­te, z dru­tu au­re­olę.

Do­brze być ko­lęd­ni­kiem, lecz tyl­ko ku­kieł­ką,
mróz za­skwier­czy – dać susa w sta­jen­ne cie­peł­ko.

Do­brze być ko­lęd­ni­kiem, lecz naj­le­piej ko­sem,
ofuk­nąć swym świer­go­tem groź­ną śmier­ci kosę...







Niech spokój z Wami będzie i szczęśliwość będzie - Władysław Miączyński

 Niech spo­kój z Wami bę­dzie i szczę­śli­wość bę­dzie,

Niech bło­go­sła­wi Bóg czy­ny i kro­ki, któ­re sta­wia­cie,
Niech roz­pra­sza mro­ki.
Niech w Na­ro­dze­nia świę­tą chwi­lą bożą
Nową się ży­cie opro­mie­ni zo­rzą
I z No­wym Ro­kiem co nam oto świ­ta
Do serc str­wo­żo­nych niech po­kój za­wi­ta.
Niech zgi­ną woj­ny, za­ga­sną po­żo­gi,
A ludz­kość wzno­si nowe ży­cia pro­gi,
No­we­go bytu nie­chaj zrę­by sta­wi,
A Bóg przed­wiecz­ny z nie­bios bło­go­sła­wi.



 

Kolęda dziecięca KAZIMIERZ WIERZYŃSKI

 Zbie­ram się dłu­go, od sa­me­go lata,

Zo­ba­czyć Cie­bie w świę­tym Be­tle­je­mie,
Tyl­ko, że od nas trze­ba przejść pół świa­ta,
By w Twą za­mor­ską za­wę­dro­wać zie­mię.
Po­każ mi dzi­siaj za na­szym ogro­dem
Naj­bliż­szą dro­gę do Two­jej sta­jen­ki,
Za to opła­tek przy­nio­sę Ci z mio­dem,
Sta­nę na pal­cach i po­dam do ręki.
Snop we­zmę z sobą, przy­da Ci się sło­ma:
Niech Mat­ka Bo­ska w ja­kąś noc za­dym­ną,
Żłób nią wy­ście­li świę­ty­mi rę­ko­ma,
By Ci nie było w Twej ko­ły­sce zim­no.
A gdy Ci twar­do bę­dzie bez po­du­szek
I smut­no, za­pal na gwiaz­dach świa­teł­ka,
Ja Ci dam tro­chę mych su­szo­nych gru­szek
I ze­szło­rocz­ne opo­wiem ja­seł­ka.
Jak szli Trzej Kró­lo­wie z ko­ro­ną na gło­wie,
Ja­ke­śmy wte­dy za­bi­li He­ro­da,
I jak na skrzyp­kach gra­li pa­stusz­ko­wie...
Tak ślicz­nie było... Tyś nie wi­dział...
Szko­da...
A po­tem ra­zem z Be­tle­jem pój­dzie­my
Do nas po­mo­dlić się gdzieś na Pa­ster­ce,
I tu usły­szysz, Ma­lu­sień­ki, Nie­my,
Jak ko­lę­du­je To­bie moje ser­ce



 

Dwie noce wigilii MARIA KONOPNICKA

 Jak wia­nu­szek srebr­nych pu­chów,

Co na zie­mi spa­da skroń,
Tłum le­ciuch­nych, bia­łych du­chów
Przez błę­kit­ną leci toń...
Do­brą wieść
Śpie­szy nieść
Tym, co we łzach — tym, co w tru­dzie
Nocą ciem­ną śnią o cu­dzie...
Ach! zbudź­cie się, smut­ni lu­dzie!
A ty dzwoń,
Wie­trze ci­chy:
Niech mgła bla­da
Z gwiazd opa­da,
Niech roz­bły­sną świa­tów roje,
Jako peł­ne słońc kie­li­chy,
Co nam ogniem poją du­chy!
Nie­chaj zie­mia pchnie swe ru­chy
Na gwiaź­dzi­stych szla­ki dróg...
A ty dzwoń,
Serc tę­sk­no­to!
Strza­łą zło­tą
Leć w nie­bio­sy,
Na błę­kit­ny próg!...
Nie­chaj dłoń
Wznie­sie w górę
Sta­rzec drżą­cy, si­wo­wło­sy;
Niech za­kli­na dżdżo­wą chmu­rę,
By wy­da­ła w per­łach rosy
Smut­nej zie­mi od­ku­pie­nie...
Nie­chaj pierś po­tęż­na mło­dzi
Żarem swo­im prze­tli cie­nie,
W hymn za­mie­ni jęk i zgrzyt,
Więź­niów nocy wy­swo­bo­dzi,
W czyn skrysz­ta­li dusz pra­gnie­nie,
Niech przy­śpie­szy świt!

Ach! już idzie — ach! już wscho­dzi!
Ach! już bły­ska jutrz­nia boża!
Już się pło­ni wschód od mo­rza,
Łuną ja­sną, wiel­ką, bia­łą,
Drżą­cą w bły­ski ró­żo­wa­we...
Zie­mio! zie­mio! wstań: już dnie­je!
O, ty bę­dziesz wy­słu­cha­na!
Na ko­la­na... na ko­la­na...
Grom... za­ćmie­nie... ave! ave!
A sło­wo się cia­łem sta­ło.

Chór w po­wie­trzu:
Bóg się ro­dzi — moc tru­chle­je,
Pan nie­bio­sów ob­na­żo­ny...


II.
Jak­że dziś ciem­no! Czyż gwiaz­dy nie­bie­skie
Już się wy­tli­ły i zga­sły w błę­ki­cie?
Czy noc zwi­nę­ła za­sło­ny kró­lew­skie,
By lu­dzie spa­li o świ­cie?
Jak­że dziś ciem­no! I zie­mia tu ma­rzy
O słoń­cu — wiel­kiem, dja­men­to­wem słoń­cu,
Co cho­dzi w bla­sków ży­wią­cych ko­ro­nie...
Kie­dyż to bę­dzie?... Ha! po lat ty­siącu,
A może — po lat mil­jo­nie —
A może ni­g­dy... Może, gdy wy­ga­sną
Ostat­nie, ską­pe bły­ski ide­ału,
U bia­łych ko­lumn ludz­ko­ści oł­ta­rzy
Lu­dzie cho­dzą­cy ostroż­nie, po­ma­łu,
W ciem­nej, okrop­nej, bez­gwiazd­nej ciem­ni­cy,
Przy łu­nie ja­kiejś krwa­wej bły­ska­wi­cy
Będą mó­wić: »Jak nam ja­sno!«
I tak przy­wyk­ną już du­chem do mro­ków,
Że na wschód zo­rzy wo­łać będą: »Gore!«
I będą chro­nić oczy swo­je cho­re
Od tych pro­mie­ni, co biją z źre­ni­cy
Ostat­nich świa­tła pro­ro­ków.
Za­po­mną, że im Bóg obie­cał z nie­ba
Dać dzień wie­czy­sty — je­śli świt zdo­bę­dą
I sta­ną, jako zga­szo­ne po­chod­nie,
I w cie­niach nocy do­bi­jać się będą
Przez dziw­ne, słoń­cu nie­zna­jo­me zbrod­nie
O nędz­ny ka­wa­łek chle­ba!
Zie­mia za­sty­ga... jej wie­niec z pro­mie­ni
W po­kład się żuż­li i po­pio­łów mie­ni.
Ja sam — ileż­to bla­sków na mej dro­dze
Zgu­bi­łem! — W za­mian cóż ta­kie­go wzią­łem?
Kil­ka pchnięć w ser­ce... i dziś — z chmur­nem czo­łem,
Jak król, co stra­cił swą ko­ro­nę, cho­dzę
Po tej za­ćmio­nej zie­mi...
Boże!... Boże!...
Kogo ja wo­łam?
Jaka to noc ciem­na!
Choć­by w tej chwi­li przez kra­ter buch­nę­ła
Sy­czą­cych ża­rów ko­lum­na pod­ziem­na
I roz­pa­li­ła wiel­kie lawy mo­rze
I oce­any pło­mie­niem za­ję­ła
I w skrach ci­snę­ła w po­bla­dłe nie­bio­sy
Łunę strasz­li­wą, krwa­wą, jako wło­sy

Ogni­ste — w wiel­kim tym, czar­nym prze­stwo­rze
Jesz­cze by­ło­by ciem­no...
Boże!... Boże!...

Wie­czor­na gwiaz­da wscho­dzi... jaka drżą­ca!
Tuli się w rąb­ki ciem­ne­go błę­ki­tu...
Ach! gwiaz­da tyl­ko — gdy nam trze­ba świ­tu!
Gwiaz­da — gdy nam trze­ba słoń­ca!
Nie­gdyś pro­my­czek ten był srebr­nem ha­słem
Po­mię­dzy Bo­giem — a mło­dzień­czym du­chem...
Lecz dzi­siaj — pa­trzę nań z ser­cem wy­ga­słem,
Okiem zmą­co­nem i su­chem...
Dziw: bla­da gwiazd­ka ro­śnie, po­tęż­nie­je,
Pę­kiem pro­mie­ni od wscho­du wy­bie­ga
I go­re­ją­cym bla­skiem swym za­że­ga
Ga­sną­ce du­cha na­dzie­je...
I sta­ję przed nią nie­my — i wzru­szo­ny...
Chór w po­wie­trzu:
Bóg się ro­dzi — moc tru­chle­je,
Pan nie­bio­sów ob­na­żo­ny!...

Co za głos!... Ja­kież wy­wo­ła­łem mary?
Ci­cho!... To oj­ciec mo­dli się z cze­lad­ką...
Ach! wi­dzę wio­skę — i dwo­rek nasz sta­ry,
Wiel­kie ogni­sko, co świe­ci i grze­je,
Ja­rzą­cą, stroj­ną cho­in­kę dla dzie­ci...
Dzia­da si­we­go, jak bia­ły opła­tek...
I dym błę­kit­ny, co wije się z cha­tek...
I gwiazd­kę, któ­ra im świe­ci...
...Miał­że­by jesz­cze łzy — wy­dzie­dzi­czo­ny?...
Chór w po­wie­trzu:
Ogień krzep­nie — blask ciem­nie­je,
Ma gra­ni­ce Nie­skoń­czo­ny...

Dość!... dość, na Boga!...
Mat­ko! moja mat­ko!